Przez okno kamienicy, czyli warszawska Praga oczami Łukasza Palkowskiego
Co właściwie składa się na kodeks
moralny współczesnego człowieka? Czy oprócz powszechnie uważanej za chlubną żądzy władzy
jest tam jeszcze miejsce na wyższe wartości? I wreszcie w jaki sposób można oprzeć
się naciskowi tłumu, zrezygnować z tego, co chociaż powszechnie uważane za sukces,
okazało się puste i bezsensowne?
To tylko kilka z pytań, które nasunęły mi się na myśl po obejrzeniu "jednego z najlepszych
debiutów ostatnich lat" - ,"Rezerwatu" Łukasza Palkowskiego. Filmu opowiadającego o krzyżujących
się drogach trójki zgoła odmiennych bohaterów.
Jak dotychczas, film Wajdy jest pierwszym obrazem,
który w pełni podejmuje temat Katynia, dlatego też tak niezmiernie ważne i
interesujące było to, w jaki sposób reżyser do niego podejdzie.
Powstawały wprawdzie filmy dokumentalne, jednak były one w większości zakłamane.
Prace nad scenariuszem rozpoczęły się jeszcze przed
rokiem 89, jednak wtedy nie miały szans urzeczywistnienia. Przez lata
Andrzej Wajda podchodził do tematu, nawiązując współpracę z wieloma
znamienitymi pisarzami m.in. Andrzejem Mularczykiem i Włodzimierzem
Odojewskim. Z powodu rozlicznych problemów i sporów, a przede
wszystkim braku środków do realizacji jednak nie doszło. Dla Wajdy temat ten
pozostawał jednak wciąż ważny i cały czas nosił się on z zamiarem
zekranizowania opowieści o Katyniu.
Współpraca z Mularczykiem zaowocowała powstaniem
powieści Post mortem. Katyń, na której potem oparty został cały scenariusz...
Reżyser nie chciał stworzyć kolejnego dokumentu, wolał opowiedzieć historię
posługując się fabułą uwzględniającą pryzmat indywidualnych spojrzeń. Sam
powiedział: "Dlatego widzę mój przyszły film o Katyniu jako opowieść
o rodzinie rozłączonej na zawsze, o wielkich złudzeniach i brutalnej
prawdzie katyńskiej zbrodni. Słowem, film o indywidualnym cierpieniu,
które wywołuje obrazy mające znacznie większą uczuciową pojemność niż
historyczne fakty."
Warszawa. Praga Północ. Porzucony przez dziewczynę,
pozostający bez stałej pracy i operujący dość niską sumą pieniędzy na koncie fotograf
Marcin (Marcin Kwaśny) rozpaczliwie szuka schronienia. Nie tyle wybór, co konieczność
skłaniają go do wynajęcia lokum w jednej z zapadłych praskich kamienic. W kilka
minut dostaje też tam pierwsze zlecenie - przygotowanie kilkunastu zdjęć przedstawiających stan
techniczny budynku. Mężczyzna, mając przed oczami kuszącą wizję darmowego, trzymiesięcznego
pobytu w mieszkaniu, ochoczo przystaje na propozycję.
Zaczynając od ogólnych zdjęć, Marcin stopniowo narusza granicę
prywatności swoich sąsiadów. Za sprawą drugiej oferty, obok zdjęć przedstawiających
kompleksy budowlane, pojawiają się fotografie, na których uwiecznione zostały obserwowane
z ukrycia konflikty. Sytuacje, których obiektyw aparatu nie powinien nigdy zarejestrować.
Zmotywowany żądzą bogactwa młody mężczyzna posuwa się jeszcze dalej sięgając po to, co nie
należy do niego.
Niewątpliwym atutem filmu są doskonałe zdjęcia, będące
jednocześnie tematem całej produkcji. Z jednej strony stare i zniszczone fotografie
z zakładu starszego mężczyzny-wspomnienie minionych lat, z drugiej zaś dzieła
Marcina i Grzesia - odbicie Pragi XXI wieku. Pragi, w obrębie której możemy
spotkać miejscowych pijaczków, budzących strach i gustujących w dresach "młodych"
oraz wścibską pracownicę kiosku. Czyż nie taką opinią cieszy się dzisiaj ta jedna z najstarszych
warszawskich dzielnic? Czyż nie to jest właśnie Praga Północ 2007 r.?
Reżyser filmu poddaje w wątpliwość tę kwestię. W sercach
mieszkających w kamienicy alkoholików zaszczepia lojalność i dumę. Dumę, która uśpiona
na czas spokoju, budzi się w najmniej oczekiwanym momencie i pozwala zrezygnować
z upragnionego wina w imię wyższych celów. W połączeniu z wiernością
przyjaciołom stanowi ona niezniszczalną broń, której nie jest w stanie pokonać nawet
pochodzący z "lepszego towarzystwa" Marcin.
Również dziewczyna gangstera - Hanka, okazuje się kobietą
wartościową i odważną, gotową bronić swojego sąsiada w obliczu niebezpieczeństwa.
W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na znakomitą kreację Soni Bohosiewicz. Filmowa
Hanka B jest kobietą atrakcyjną, aczkolwiek nie piękną. Każdy dzień wydaje się dla niej
okazją do udowodnienia światu, że mimo pierwszych pojawiających się zmarszczek, wciąż jest
bezapelacyjną "królową dzielnicy". Ta wydawałoby się silna kobieta zmaga się jednak z wieloma
problemami. Pozwala się przede wszystkim zdominować partnerowi. Bohosiewicz stworzyła swoją
postać na tyle realnie, że niekiedy ciśnie się na usta parę gorzkich słów pod adresem jej
filmowego mężczyzny-Ryśka. Bo przecież, jak sama wyznaje Marcinowi, też zasługuje na
szacunek, też chciałaby żyć normalnie.
Harmonię i ogólne wrażenie estetyczne burzy jednak zbyt
pomyślne zakończenie filmu. Mimo licznych przeciwności losu, wszystkim postaciom, do których
pałamy sympatią, udaje się nie tylko cało wyjść z opresji, ale także zmienić życie.
Zdecydowanie najważniejsza jest wewnętrzna przemiana głównego bohatera - Marcina. Człowieka,
który w końcowych scenach filmu stawia wszystko na jedną kartę. Jednym, "nierozważnym"
posunięciem przekreśla całą swoją dotychczasowa karierę, obraca w pył to, o co walczył.
Według mnie, jest to nazbyt wyidealizowany przykład duchowej
metamorfozy. Idąc w parze z nadmiarem pomyślnych zwrotów akcji tworzy ona przesłodzone,
hollywoodzkie zakończenie. Końcowym odsłonom brakuje nutki dramatyzmu, drobnych skaz na
upiększonych wizerunkach bohaterów. Uroku nie dodaje także pojawiająca się w tle podczas
momentów zwierzeń muzyka.
W swoim filmie Palkowski pyta nas, czy warto kierować się w ocenie
ludzi stereotypami. Czy o wartości człowieka decyduje to, gdzie on mieszka, jak wygląda,
na jakie życie może sobie pozwolić? Po obejrzeniu, "Rezerwatu" znamy odpowiedź i historię
o Pradze, jakiej nie znałam.
przygot.Ewa Strzelczak, kl. Ic w r. szk. 2007/2008
|