"Dla tych, którzy nie lubią szczęśliwych zakończeń"
Koniec każdej historii jest jej podsumowaniem i oceną. Jest bowiem pochodną wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej. Zachowanie bohatera zostaje poddane ocenie właśnie w zakończeniu. To tutaj wszystkie wydarzenia, epizody, postacie są wartościowane. Bez wątpienia zakończenie jest najważniejszym punktem każdej opowieści (oczywiście nie mogłoby istnieć bez wcześniejszych jej fragmentów).
Rozróżnione są dwa generalne typy zakończeń. Te szczęśliwe, kiedy to główny bohater zostaje nagrodzony za wszystko, co przeszedł, albo uratowany jest od jakiegoś niebezpieczeństwa, lub też osiąga swój cel, do którego dążył mozolnie zdanie po zdaniu opowiadania. Są także zakończenia nieszczęśliwe - główny bohater ginie, przegrywa, cierpi itp..:
Nie można orzec, który z tych dwóch typów zakończeń jest lepszy, bo to zależy od gustu każdego oceniającego. Mnie bardziej podobają się zakończenia nieszczęśliwe. Jest w tym może coś z katharsis - oczyszczenia przez cierpienie. A może jestem po prostu emocjonalnym masochistą, który lubi być smutny? W każdym razie nieszczęśliwe zakończenia przemawiają do mnie bardziej i na dłużej pozostają mi w pamięci.
. Historie książkowych bohaterów mogą wzruszać i wzruszają. Inaczej jednak ma się sprawa z historiami opisanymi w książkach przez ich bohaterów, przez uczestników wydarzeń, które rozegrały się naprawdę. Te wstrząsają.
Książka Józefa Mancewicza pt.: "Droga donikąd" jest właśnie jedną z nich - z historii, które zostały opowiedziane przez ich uczestnika. To, co opisał autor, zdarzyło się naprawdę i twierdzenie, że to wzrusza, nie oddawałoby nawet w najmniejszym stopniu uczuć towarzyszącym czytającemu "Drogę donikąd". To po prostu wstrząsa.
Książka opowiada o życiu mieszkańca pewnej wsi znajdującej się na dawnych, polskich kresach wschodnich. Jest przełom roku 1940 i 1941. Cały kraj został zajęty przez Związek Radziecki i zaczyna się powolna bolszewizacja. Paweł, bo on jest głównym bohaterem "Drogi donikąd" nienawidzi bolszewików (podobnie zresztą jak większość spotykanych przez niego ludzi) i okazuje to w sposób jawny (tu pozostaje jednoosobowym wyjątkiem).
Książka opowiada o kłopotach wywołanych nie tyle przez jego przekonania, ale przez ich okazanie. Naświetla cały obłęd i paranoję życia w świecie, z którego nie ma ucieczki, w którym każdy boi się donosu złożonego przez sąsiada, przyjaciela i co najstraszniejsze - syna. Książka przytłacza czytelnika beznadzieją życia pozbawionego jakichkolwiek perspektyw zmian. Obezwładnia niemocą i brakiem poszanowania państwa wobec jednostki.!
Polecam ją tym, którzy czują w sobie nutkę emocjonalnego masochizmu. Nie poczujecie się zawiedzeni. Wyostrzcie tylko wzrok, bo to jest także bardzo mądra książka. Jest w niej zawartych kilka naprawdę wartościowych i cennych myśli. Czytajcie uważnie, aż do końca.
|