PRZEDWIOŚNIE I PRADZIADKOWIE
I KONKURS VADE=MECUM rozstrzygnięty
Na konkurs Wydawnictwa Vade=mecum oraz XL Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego należało napisać własny komentarz interpretacyjny do Przedwiośnia lub komentarz do fotografii wybranej z rodzinnych zbiorów. Zadania podjęło się 29 osób. Trzy spośród 31 prac dotyczyły Przedwiośnia, pozostałe były poświecone zdjęciom. Z każdej bowiem pracy można dowiedzieć się czegoś ciekawego, wiele zaś wzbudza szczególny szacunek starannością opracowania, dociekliwością i pomysłowością autorów.
Nagrody wyróżnienia otrzymali: Jakub Ber (II LO im. Stefana Batorego) - I NAGRODA (bon książkowy wartości 400 złotych); Aleksander Borys (Gimnazjum nr. 3 im. Zawiszaków Proporca "Victoria"), Agnieszka Kopeć (VIII LO im. Władysława IV), Tomasz Tokarski (VIII LO im. Władysława IV) - trzy równorzędne II NAGRODY (bony książkowe po 250 złotych); Monika Ostaszewska (VIII LO im. Władysława IV) i Agata Zieniewicz (VIII LO im. Władysława IV) - dwa równorzędne WYRÓŻNIENIA (bony książkowe po 100 złotych); Lidia Makowiecka (XCVI LO przy Zespole Szkół nr 39 im. prof. Edmunda Jankowskiego) - WYRÓŻNIENIE SPECJALNE za wartość dokumentalną pracy (bon książkowy wartości 150 złotych).
LUDZIE BEZ WCZORAJ
Autorzy prac o Przedwiośniu dowiedli słuszności mojego oczekiwania, że mogę się o nim dowiedzieć wielu rzeczy nowych i ważnych od czytelników - uczniów. Laureat I nagrody, Jakub Ber, zaimponował wszechstronną orientacją w twórczości Żeromskiego. Kilka stron jego pracy poświęconej pytaniu: "Do czego służy Żeromskiemu szpicruta?" stanowi owoc dojrzałego namysłu nad kilku tysiącami stron wcześniej przeczytanych.
Swoją powieść o Cezarym Baryce (urodzonym w roku 1900) pisarz rozpoczął pełną pasji refleksją nad epoką, która odwróciła się od przeszłości. "Ojciec i matka - otóż i cały rodowód, jak to jest u nas, w dziejach nowoczesnych ludzi bez wczoraj. Z konieczności wzmianka o jednym dziadku, z musu notatka o jednym jedynym pradziadku". Te zdania tłumaczą wiele wybryków Cezarego - człowieka nieświadomego własnych korzeni lub brutalnie od nich odcinanego.
W stuleciu, które upłynęło od urodzenia bohatera Przedwiośnia, wielokrotnie nas okradano z pamięci, a przywiązania ustępowały obojętności. Prace konkursowe poświęcone rodzinnym fotografiom dowodzą jednak, że w pokoleniu prawnuków Cezarego wciąż nie brak ludzi ogarniających rzetelną i czułą pamięcią niejednego dziadka i niejednego pradziadka. Nie musimy być sierotami - tę nadzieję konkurs dobitnie potwierdził.
Stanisław Falkowski
HISTORIA Z DOMOWYCH KUFRÓW
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że na konkurs nie nadeszły prace nieciekawe czy nieudane. Wśród 30 prac przeważały opisy fotografii z rodzinnych archiwów; tylko nieliczni autorzy podjęli próbę zmierzenia się z interpretacją Przedwiośnia Stefana Żeromskiego. Za to jedna z interpretacji, autorstwa Jakuba Bera, wzbudziła ogólny entuzjazm komisji konkursowej i zdobyła I nagrodę.
Lektura prac poświęconych zdjęciom świadczy o tym, że fascynujących odkryć historycznych można dokonać... we własnym domu. Wystarczy poszperać w starych kuferkach. albo przeprowadzić wywiad (może pierwszy w życiu) z dziadkiem lub babcią. Nadesłane prace dowodzą, że archiwa rodzinne istnieją, a dialog międzypokoleniowy bywa możliwy. Z pewnością warto więc organizować kolejne, podobne konkursy. Tym bardziej, że liczni autorzy przyznawali, iż dzięki "archiwalnym" poszukiwaniom mogli poznać lepiej także samych siebie.
Uczestnicy konkursu przeżywali niekiedy rozterkę, jaką konwencję pisarską przyjąć. Przeważały ujęcia fabularne, w których luki w ustaleniach faktograficznych wypełniał domysł, często zresztą zgrabny literacko (jak w nagrodzonej pracy Tomasza Tokarskiego). Niektórzy autorzy poprzestawali natomiast na zgromadzeniu dokumentacji. Przykładem może być bogato ilustrowana praca Lidii Makowieckiej (wyróżnienie specjalne).
W konkursie zmierzyli się uczniowie z kilku różnych szkół, w różnym wieku. Okazało się, że gimnazjaliści potrafią stanąć w szranki z maturzystami i, co więcej, zebrać zasłużone laury!
Wyniki konkursu stanowią dowód, że nawet w czasach "kultury obrazkowej" niemała część uczniów gotowa jest sięgnąć po pióro, przeszukać domowe zakamarki, spisywać relacje, popuścić wodze fantazji albo przejąć się ważnym dziełem literackim. Jak widać, niekiedy młodzi ludzie po prostu czekają na zabranie głosu w ważnych sprawach.
Krzysztof Kosiński
[>>IMPREZY<< I POGRZEBY]
MIESZKANIE BABCI, CZYLI WIELKA KOMNATA TAJEMNIC
Był piękny wrześniowy poranek, kiedy mała Agnieszka przywdziała babciny szlafrok i wsunęła swoją malutką rączkę do jego kieszeni. Ten krzyk słyszała cała Warszawa. Słyszał go kierowca TIR-a jadący trasą A 14 do Gdańska i nauczycielka fizyki w Hrubieszowie. Strach. Trwoga. Traumatyczne przeżycie. Negatywny wpływ na psychikę. Science-fiction. Tego nie mógł pojąć umysł sześcioletniej dziewczynki. I tak mała Agusia poznała przedmiot zwany sztuczną szczęką i dowiedziała się o wielkiej mistyfikacji, jaka stanowiły zęby kochanej babci.
SZCZĘKI, CZĘŚĆ DRUGA
Od tego czasu sądziłam, że nic w domu kochanej babci nie jest mnie w stanie zaskoczyć. Zmieniłam zdanie, gdy zaczęłam oglądać album ze zdjęciami sprzed Bóg wie ilu lat. >>Ciekawy wystrój wnętrza. Kto wiesza tyle kwiatów nad łóżkiem? I to tuż nad głową?<< - pomyślałam. I wtedy synapsy mego mózgu nareszcie zaiskrzyły, ukazując szokującą, wstrząsającą prawdę. Człowiek na zdjęciu wcale nie leżał na łóżku. Wieńce, świece. Owszem, spokój. Ów błogi sen okazał się wiecznym.
Z zapałem wariata, z dreszczem na plecach, jak opętana przeglądałam następne zdjęcia. Nie wierzyłam własnym oczom. Fotografować pogrzeb? Pstrykać fotki zmarłym? Moje poczucie estetyki było wyraźnie zmącone. Przecież to nie rocznica ślubu czy wesoła >>imprezka<< w rodzinnym gronie. Absurd, świętokradztwo! [...] Aparatem uwiecznia się wydarzenia, które nas poruszają, wzbudzają emocje, ale zarazem stanowią przeszłość, do której chcemy wracać. [...] Czy pogrzeb chcemy wspominać? Czym dla ludzi żyjących 50 lat temu byłą śmierć? Końcem czy początkiem?
ARCHIWUM X
[...] nieco zabawny człowiek, z fikuśnymi wąsami. Jakby zupełnie nieświadomy, co się wokół niego dzieje. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wygląda... jakby udawał?! Zupełnie jakby trumna stanowiła wehikuł, który za chwilę przeniesie go do lepszego świata. Ale czy tak nie było w istocie? Jeśli nie, to w takim razie dlaczego łysawy pan z czapką w ręku oraz stojący za dziadkiem mężczyzna mają twarz zastygłą w półuśmiechu?[...]
ARKA NOEGO
Celowo dokonałam różnych komputerowych modyfikacji zdjęcia [...]. Po znacznym przyciemnianiu fotografii nabrała ona zupełnie odmiennego charakteru. Tło, ludzie, otoczenie stały się całkowicie czarne. W centrum pozostawał zmarły. Tylko on był widoczny. Człowiek i Bóg - cała istota ceremonii, jaką jest pogrzeb. [...] A więc może to jest odpowiedź na postawione na wstępie pytanie? A więc może właśnie chodziło o wspomnienia? Ale nie o wspomnienie samego człowieka, ale przymierza. Przymierza, jakim od urodzenia był złączony z Bogiem?
Pokolenia umieszczone na zdjęciu to osoby mające obecnie 70-80 lat. Ich stosunek do śmierci, pogrzebu nam, młodym, wydaje się dość specyficzny. Przedstawione poniżej rozmowy są autentyczne, bezczelnie podsłuchane.
Dwie koleżanki, szkolna przerwa:
- Siemanko. Szykuje się imprezka u Kazia. Będzie grał D.J. Luboń. Wpadniesz?
- Spoko, o której? Wezmę znajomych.
Dwie staruszki, park osiedlowy:
- Dzień dobry. Wiesz, że jest pogrzeb Władzia w sobotę? Przyjdziesz? Mszę będzie odprawiał ksiądz Grzegorz.
- Oczywiście, powiem Józefinie. O której?
Wydawałoby się, że starsi ludzie podchodzą do pogrzebu niczym nastolatki do urodzin znajomego. Dotychczas myślałam, iż taka sytuacja uwarunkowana jest wiekiem człowieka. Teraz wiem, że to wynik czasów. Czasów, w których żyli.
Fragmenty pracy Agnieszki Kopeć (II nagroda)
[PIERWSZE ZDJĘCIE MARYSI]
[...] Tymczasem Ciotka Walerka, chociaż wyznawała zasadę, że >>milczenie jest złotem<<, to gdy się już jednak odezwała, mówiła szybko i głośno. Toteż, jak wspominała później Marysia, Ciotka >>huknęła<< na nią, aby się wyprostowała >>należycie<< i poprawiła kołnierz.[...]
Wreszcie cztery damy opuściły dom na Pańskiej i skierowały się w stronę Nowego Światu. Tam wsiadły w tramwaj i Krakowskim pojechały na Plac Zygmunta. Minęły zaadoptowany na koszary Zamek, przeszły Świętojańską i ruszyły w kierunku Nowego Miasta. To właśnie naprzeciwko Katedry, pod numerem dziewiątym, przyjdzie Marysi mieszkać w czasie wojny kątem u krawcowej, od której nauczy się swego późniejszego fachu.
Po tym spacerze panie dotarły do zakładu fotograficznego przy ulicy Freta 16. Nad drzwiami wisiał niewielki szyld z napisem: POŚPIESZNA FOTOGRAFIA >>MORO<<. Właściciel, starszy pan, wprowadził je na zaplecze, gdzie były ustawione różne dekoracje i tła dla zdjęć. Były więc wymalowane na dużych płótnach wnętrza salonów, dworek polski do zdjęć >>farbowanych<<, a także jednolite tła do zdjęć paszportowych.
Fotograf usadził ciotkę Walerkę na drewnianym krześle z niskim oparciem, na którym przyjęła ona wyuczoną przy takich okazjach dystyngowaną pozę z nogę założoną na nogę i złożonymi na kolanach rękami. Pasek, który tak bawił Marysię, zwisał teraz fantazyjnie z siedzenia. Pan fotograf polecił dziewczętom ustawić się za krzesłem , a Marysi przyjąć pozę iście napoleońską - z prawą ręką założoną na plecy, lewą opartą o fragment dekoracji i lekko wysuniętą nogą. Po chwili starszy pan schował się pod czarną płachtę okrywającą aparat, dał się słyszeć trzask, poszedł dym i... było po wszystkim.
90 lat później rozmawiałem ze swoją prababcią Marią z Zatorskich Nowakowską - w jej mieszkaniu urządzonym na piętrze rodzinnego domu w Starachowicach. Przeglądaliśmy razem stare fotografie, które na co dzień leżą w tekturowym pudełku schowanym głęboko w kredensie, pochodzącym chyba jeszcze z czasów zaborów. Zresztą Babcia ma szczególne upodobanie do przedmiotów, które służyły jej latami, przez co całe jej małe mieszkanko wygląda teraz jak muzeum. Tak więc jest tam metalowe łóżko z siennikiem, na którym w czasie okupacji moja prababcia udawała chorą na tyfus, aby uchronić schowanego pod spodem wnuka przed niemiecka łapanką [...], na ścianie wiszą dwa portrety ślubne pradziadków, a naprzeciw nich obraz Jezus na krzyżu, kupiony od wędrownego kramarza w 1909 roku, o czym świadczy zachowany na odwrocie napis.[...]
Babcia opowiada mi historie utrwalone na czarno-białych, pożółkłych fotografiach. Jest tam zdjęcie rodzinne zrobione w czasie okupacji u jednego z dwóch ówczesnych starachowickich fotografów, kolorowana fotografia babci ubranej w zielonkawy kontusz, który zrobiła sobie >>dla ochoty<< na osiemnaste urodziny, zdjęcie wujka na tle największego przedwojennego polskiego transatlantyku m/s >>Piłsudski<< i wiele innych, z których każde opowiada inną historię. Wśród nich znalazłem fotografię przedstawiającą cztery całkiem odmienne kobiety: poważną damę, dwie panny - jedną odzianą na biało, drugą na czarno i małą dziewczynkę w szkolnym mundurku. Kiedy pokazałem je Babci, ta uśmiechnęła się lekko i opowiedziała mi historię, jak to dawno temu pojechała do Warszawy zrobić sobie pierwsze w życiu zdjęcie.
Fragmenty pracy Tomasza Tokarskiego (II nagroda)
|