|
Zbiórka przed szkołą o godzinie 9.00, liczenie obecnych, ostatnie "przedwycieczkowe" przykazania wychowawców, upychanie młodzieży z bagażami do autokarów - wszystko odbywało się w atmosferze radosnego zamieszania, ale i oczekiwania na to, co miało nas dopiero czekać.
Pierwszym dwóm autokarom dotarcie do Ryni zajęło niecałą godzinę, trzeci niestety na miejsce w ogóle nie przybył (usterki techniczne:-)), ale dzięki zaradności panów kierowców wszyscy szczęśliwie dotarliśmy do ośrodka.
Podziałowi pokojów towarzyszyło zwykłe zamieszanie, ale większość osób, wrzuciwszy nierozpakowane bagaże przez drzwi, od razu wyruszyła na oględziny terenu. Każda klasa miała zajęcia z Panią Pedagog, której starania nie poszły na marne: nie było chyba osoby, która by nie pamiętała czyjegoś imienia.
Po obiedzie, który błyskawicznie zniknął w naszych żołądkach, nadeszła pora na czas wolny: jedni grali w siatkówkę, inni w piłkę nożną, jeszcze inni biegali od pokoju do pokoju, a niektórzy po prostu delektowali się brakiem zajęć lekcyjnych.
Wieczorem, po tradycyjnej polskiej kolacji, każda klasa miała szansę się zaprezentować, a następnie, w oczekiwaniu na dyskotekę, doszlifować głos, wyjąc przy ognisku. Na dyskotece bawiło się sporo osób, z których większość pewnie z niecierpliwością oczekuje kolejnych zabaw.
Teraz powinno pewnie nastąpić: "i wszyscy, wyczerpani po całym dniu, zasnęli z ulgą". Ale... no cóż. W końcu to była nasza pierwsza wycieczka i większość z nas albo nie zmrużyła oka przez całą noc, albo spała 2-3 godziny.
Następnego ranka, niewyspani, zjawiliśmy się na śniadaniu, by potem znów wziąć udział w zajęciach pedagogicznych. Całą wycieczkę uwieńczył wyczekiwany obiad i ostatnie rozgrywki piłki nożnej oraz siatkówki. Koło godziny 16.00 wszyscy z niechęcią weszliśmy do autokarów, zostawiając za sobą uroki Ryni. Jednak wspomnienia spędzonych tam wspólnie godzin jeszcze długo nie wywietrzeją z naszych głów...
oprac.: Monika Niedźwiedzka, kl IB
|